Dawno, dawno temu żył sobie książę, który marzył o wielkiej miłości. Chciał spotkać kogoś, z kim mógłby rozmawiać o wszystkim, przeżywać przygody i śmiać się nawet w najbardziej ponure dni. Był przy tym przekonany, że jego wybranką powinna zostać prawdziwa księżniczka.

Zjeździł więc wiele królestw, od mroźnej północy po słoneczne południe. Bywał na balach, spacerował po królewskich ogrodach i poznawał panny w koronach tak błyszczących 🎵, że musiał mrużyć oczy. Żadnej jednak nie pokochał.

W końcu wrócił do domu.

– Może szukam nie tam, gdzie trzeba? – westchnął 🎵, wyglądając przez zamkowe okno.

Pewnego jesiennego wieczoru nad królestwem rozpętała się potężna burza 🎵. Wiatr szarpał gałęziami 🎵 drzew, deszcz bębnił o dachy 🎵, a błyskawice 🎵 raz po raz rozświetlały niebo.

Nagle rozległo się głośne 🎵:

Puk! Puk! Puk!

– Czy to znowu wiatr? – zapytał stary król, odrywając wzrok od książki.

Puk! Puk! Puk!

– Wiatr chyba nie pukałby tak grzecznie – zauważył książę.

Król kazał otworzyć wrota 🎵.

Przed bramą stała młoda dziewczyna. Mokre włosy przykleiły się jej do policzków, z płaszcza kapała woda, a trzewiki chlupotały przy każdym kroku 🎵.

– Dobry wieczór. Mam na imię Eleonora i jestem księżniczką z królestwa za wzgórzami – powiedziała, szczękając zębami. – Burza zaskoczyła mnie w drodze. Zobaczyłam światło w waszych oknach. Czy mogłabym się tutaj schronić?

– Oczywiście! – zawołał książę.

Przyniósł ciepły koc i zaprowadził ją do kominka. Królowa poleciła przygotować suche ubranie oraz kubek gorącej herbaty, choć na wieść o królewskim pochodzeniu nieznajomej uniosła brwi.

Tymczasem do komnaty weszła służąca z koszem drewna. Zahaczyła o próg i kilka szczap potoczyło się 🎵 po podłodze.

Eleonora od razu przykucnęła obok niej.

– Zaczekaj, pomogę ci. We dwie pozbieramy szybciej.

Książę schylił się po kawałek drewna, który wpadł pod fotel.

– A we troje jeszcze szybciej – dodał.

Wkrótce ogień wesoło trzaskał w kominku 🎵, a Eleonora, już w suchym ubraniu, wyciągnęła dłonie do ciepła. Obok paleniska schły jej przemoczone trzewiki. Z jednego wypłynęła ostatnia strużka wody.

– Chyba przyniosłam wam kawałek burzy – powiedziała.