Bujdy Bronka - Wielki Wyścig
O tej opowieści
Traktor Bronek opowiada swoim wiejskim przyjaciołom niesamowitą historię o Wielkim Wyścigu maszyn z całego świata. Choć wkrótce wychodzi na jaw, że ta pełna zabawnych przygód opowieść została trochę zmyślona, na horyzoncie nieoczekiwanie pojawia się prawdziwe wyzwanie. Dołącz do Bronka i jego wesołej ekipy, aby dowiedzieć się, dlaczego wielkie serce jest cenniejsze niż najwyższe miejsce na podium!
Czego uczy ta opowieść:
- Pomaganie innym w potrzebie jest znacznie ważniejsze niż wygrywanie za wszelką cenę.
- Bycie dobrym, koleżeńskim i życzliwym na co dzień to największy powód do dumy.
- Najwspanialsze przygody często czekają na nas tuż za rogiem.
Zwierzęta zebrały się przed stodołą i poprosiły Bronka, żeby opowiedział im o swojej największej przygodzie. Bronek chrząknął, uruchomił na chwilę silnik 🎵 i rozpoczął opowieść.
Pewnego ciepłego, letniego dnia do naszej wioski zjechały się maszyny z całego świata. Przybyły błyszczące kombajny, szybkie ciągniki, eleganckie kosiarki i potężne wozy. Pojawiła się nawet tajemnicza maszyna, która twierdziła, że służy do zbierania ogórków, chociaż wyglądała podejrzanie podobnie do betoniarki.
Organizatorem zawodów był Stefan, stary kombajn z ogromnym doświadczeniem i wyjątkowo słabą pamięcią. Przygotował dla zagranicznych zawodników tabliczki powitalne. Na pierwszej napisał „Maszyny z niemiec 🎵”, na drugiej „Zawodnicy z hiszpanii 🎵”, a na trzeciej „Goście z japonii 🎵”. Kiedy sowa Aldona przypomniała mu, że nazwy państw pisze się wielką literą, Stefan stwierdził, że małe litery zużywają mniej farby.
Wszystkie maszyny przygotowywały się do Wielkiego Wyścigu. Trasa prowadziła przez pola, błotniste drogi, lasy i strome wzgórza. Nagrodą była słynna Diamentowa Kierownica.
Stałem spokojnie przy stodole z przyczepą pełną siana i obserwowałem przygotowania. Właśnie wróciłem z pola i zamierzałem tylko popatrzeć, ale kiedy podjechałem bliżej, Stefan wpisał mnie na listę zawodników.
– Mnie? Przecież ja tylko wożę siano! – zaprotestowałem.
Stefan uznał, że to doskonałe przygotowanie do wyścigu, namalował na moich drzwiach numer siedemnaście i wysłał mnie na linię startu. Nie pozwolił mi nawet odstawić przyczepy. Twierdził, że dodatkowy ciężar świetnie buduje charakter.
Wtedy podjechał do mnie Turbo-Tadeusz, nowoczesny czerwony traktor 🎵 z chromowanym kominem i oponami tak czystymi, jakby nigdy nie widziały pola. Pochwalił się, że jego silnik ma moc trzystu koni.
– I gdzie ty je wszystkie trzymasz? – zapytałem, zaglądając mu pod maskę.
Stojące obok kury 🎵 zaniosły się gdakaniem. Obrażony Turbo-Tadeusz zatrąbił i odjechał 🎵, pozostawiając za sobą chmurę kurzu.
Mietek, który kręcił się w pobliżu, oczywiście musiał się wtrącić.
– Moje ostrza sprawdziły trasę! – oznajmił, wirując z dumy 🎵.
Dopiero później odkryliśmy, że jego „sprawdzenie trasy” oznaczało skoszenie połowy pola oraz chorągiewki startowej Stefana.
Zawodnicy ustawili się w szeregu. Stefan wszedł na drewnianą skrzynkę i rozwinął regulamin. Rulon papieru potoczył się przez cały plac, okrążył stodołę, przestraszył kozę 🎵 i przykleił się do pyska śpiącej świni 🎵.
Na szczęście Stefan znalazł w stodole zapasową chorągiewkę, chociaż zupełnie nie pamiętał, kiedy ją tam schował. Wreszcie uniósł ją wysoko i energicznie opuścił.
Wyścig ruszył z hukiem 🎵. Silniki ryczały, koła wzbijały tumany kurzu, a zgromadzone na widowni zwierzęta wiwatowały 🎵. Maszyny pomknęły przed siebie tak szybko, że strach na wróble zeskoczył z palika i schował się w stodole.
Wystartowałem jako ostatni. Mój silnik zakaszlał, prychnął i wypuścił chmurkę dymu przypominającą kaczkę.
– To nie dym. To sportowa mgła – wyjaśniłem.
Wtedy z przyczepy dobiegł mnie głos Dantego:

