Królik Kazik lubił robić 🎵 różne rzeczy sam. Potrafił spakować swój żółty plecak, dobrać skarpetki do pary i zapiąć zamek w kurtce 🎵. Czasem zamek trochę się zacinał, ale Kazik wiedział już, że wtedy trzeba spróbować jeszcze raz, od samego dołu.

Tego ranka szykował się wyjątkowo chętnie. Po długich wakacjach 🎵 wracał do przedszkola! Do małej kieszeni plecaka schował błyszczący samochodzik od dziadków. Nie mógł się doczekać, aż pokaże go swojemu przyjacielowi, pieskowi Pikusiowi.

Po drodze trzymał tatę za rękę i podskakiwał nad pęknięciami w chodniku 🎵. Znał tę drogę. Wiedział, za którym zakrętem zobaczy przedszkolny płot i gdzie rośnie drzewo z gałęzią podobną do wielkiej łapy.

W przedszkolu też wszystko miało swoje miejsce. Klocki mieszkały w dużym pudle pod oknem, książki na niskiej półce, a jego kurtka i plecak — w szafce z czerwoną rakietą.

Kazik bardzo lubił tę rakietę.

W korytarzu pachniało mydłem i świeżo umytą podłogą. Ze wszystkich stron dobiegały powitania, śmiech i tupot kapci. Po wakacyjnej ciszy ten gwar wydawał się Kazikowi trochę za głośny. Przysunął się bliżej taty, lecz zaraz dostrzegł drzwi szatni i ruszył do swojej szafki.

Zatrzymał się tuż przed nią 🎵.

Pod rakietą wisiał różowy sweterek. Na dole stały żółte kaloszki, a na haczyku kołysał się worek w groszki. Obok świnka morska Tusia właśnie zdejmowała buciki 🎵.

Kazik spojrzał na rakietę, potem na kaloszki i znowu na rakietę.

Przecież to było jego miejsce.

Po wakacjach szafki przydzielono na nowo 🎵. Kazik jeszcze o tym nie wiedział. Nikt nie zdążył pokazać mu, gdzie teraz będzie zostawiał swoje rzeczy.

Poczuł, jak robi mu się gorąco. Serce zaczęło uderzać szybko 🎵, a łapki same zacisnęły się w piąstki. Wszystkie przygotowane na ten poranek plany nagle zniknęły mu z głowy. Widział tylko różowy sweterek 🎵 tam, gdzie powinna wisieć jego kurtka.

TUP! TUP! TUP! — uderzył mocno tylną łapą 🎵 w podłogę.

— To moja rakieta! — krzyknął.

Zanim tata zdążył podejść, Kazik zerwał z haczyka worek Tusi i rzucił go na podłogę 🎵. Wypadły z niego kapcie oraz pudełko kredek, które Tusia przyniosła do sali. Wieczko odskoczyło 🎵, a kredki potoczyły się pod ławkę 🎵.

Tusia skuliła się i rozpłakała 🎵.

Kilka osób odwróciło głowy. Pikuś, który właśnie wszedł do szatni, stanął w drzwiach z jednym kapciem w łapce.

Kazik popatrzył na rozsypane rzeczy 🎵. Jeszcze przed chwilą chciał tylko odzyskać swoją szafkę. Teraz Tusia płakała, wszyscy patrzyli, a on nie wiedział, co zrobić.