Słońce świeciło nad Leśną Polaną 🎵 tak mocno, że wyglądało jak ogromna, gorąca żarówka zawieszona na bezchmurnym niebie. Dzień był wyjątkowo upalny, a powietrze wręcz drżało od gorąca. Na Polanie Stokrotek wszystkie kwiatki opuściły swoje białe główki, szukając odrobiny cienia, by przetrwać ten trudny czas.

W Remizie Strażackiej było jednak przyjemnie i chłodno 🎵. Tego dnia Jeż Henio, który zazwyczaj piekł pyszne, cynamonowe ciasteczka, zrezygnował z używania piekarnika. Zamiast tego stał przy blacie i rozbijał lód na drobniejsze kawałki 🎵. Dźwięk pękających i kruszonych lodowych kostek wpadających do wielkiego dzbanka 🎵 wypełniał całą kuchnię. Henio przygotowywał dla całej drużyny pyszną, mrożoną herbatę z miętą, wiedząc, że nawodnienie w taki dzień to podstawa.

Lisica Frania stała przed dużym lustrem w szatni. Poprawiła swój żółty strażacki hełm i uśmiechnęła się do swojego odbicia. Jej puszysty ogon wesoło merdał na boki.

– Jestem Strażaczka Frania, gotowa do pomocy! – powiedziała z dumą, po czym wzięła duży łyk orzeźwiającego, miętowego napoju.

Nagle spokojną ciszę w całej remizie przerwał ostry, świdrujący w uszach dźwięk dzwonka alarmowego 🎵. Czerwone światło zaczęło gwałtownie pulsować na suficie, rzucając na ściany niepokojące cienie. Do garażu wszedł opanowany 🎵 i spokojny Pies Darek, komendant straży. W łapie trzymał krótkofalówkę, a jego wyraz twarzy nie znosił sprzeciwu.

– Mamy wezwanie, drużyno! – ogłosił poważnym, ale łagodnym głosem. – Na skraju lasu pojawił się dym. Dostaliśmy też zgłoszenie, że Zajączek Tuptuś zasłabł z gorąca i potrzebuje naszej natychmiastowej pomocy. Sytuacja robi się groźna, bo wiatr zaczyna przybierać na sile. Wóz do wyjazdu!

Strażacy ruszyli do akcji. Niedźwiedzica Basia błyskawicznie wskoczyła za kierownicę. Frania wciągnęła na siebie swój ciężki, bezpieczny kombinezon strażacki. Potężny silnik czerwonego wozu obudził się do życia 🎵 z głębokim warkotem, sprawiając, że podłoga garażu lekko zadrżała.

Wyjechali z remizy. Zawodzący dźwięk syren 🎵 rozdzierał gęste, upalne powietrze, niosąc się echem po uśpionym miasteczku. Wóz pędził po rozgrzanej drodze, a wielkie opony z trudem odrywały się od topniejącego, lepkiego asfaltu.