Królik Kazik potrafił zanucić każdą piosenkę 🎵 o strażakach i umiał sam, zupełnie bez pomocy 🎵, zapakować prezent w najbardziej błyszczący papier na świecie 🎵. Ale zupełnie nie potrafił sobie poradzić, gdy wokół robiło się zbyt głośno 🎵.

Było sobotnie popołudnie, a Kazik dumnie maszerował na urodziny 🎵 do swojego najlepszego przyjaciela, pieska Pikusia. Miał na sobie muchę w zielone groszki, a w łapkach trzymał wielkie pudło przewiązane czerwoną wstążką.

Kiedy tylko otworzyły się drzwi 🎵, poczuł wspaniały zapach marchewkowego tortu i zobaczył radosny taniec solenizanta 🎵.

„To będą najlepsze urodziny na świecie 🎵!” — pomyślał Kazik, podskakując z radości 🎵.

Zabawa była wyśmienita. Pikuś biegał w kółko z prędkością małego tornada 🎵. Kotka Kizia budowała na stole gigantyczną wieżę z kolorowych papierowych kubeczków, sięgającą prawie aż do lampy. Świnka Morska Tusia ostrożnie wyjadała rodzynki z miseczki.

Wszystko było cudowne, dopóki wujek Pikusia nie włączył muzyki na cały regulator 🎵 i nie rozdał wszystkim urodzinowych trąbek 🎵.

Nagle pokój zamienił się w jedną wielką, niezwykle głośną imprezę. Z głośników popłynął ciężki bas, od którego aż drżała podłoga. Z każdej strony dobiegało piskliwe, ostre trąbienie, które wierciło w uszach. Pikuś radośnie i bardzo głośno szczekał 🎵 tuż obok Kazika, próbując założyć mu na głowę szeleszczącą czapeczkę 🎵.

I właśnie wtedy, tuż obok, gwałtownie pękł żółty balon 🎵. Zabrzmiało to jak nagły wystrzał z prawdziwej armaty.

Dla króliczych uszu to było za dużo. O wiele, wiele za dużo.

Kazik poczuł, jakby jego głowa nagle zrobiła się wielka i napięta jak gorący balon. Futerko na jego plecach najeżyło się jak u wściekłego jeża, a policzki zrobiły się czerwone jak pomidory. Kazik zacisnął zęby i zanim zdążył pomyśleć, jego prawa tylna łapka uderzyła w podłogę.

TUP!

TUP!

TUP!

Kazik z całej siły zatkał uszy obiema łapkami. Zamknął oczy i zaczął machać łokciami na boki, zupełnie jak zepsuty helikopter 🎵. Gdy Pikuś, niczego nieświadomy, spróbował naciągnąć mu czapeczkę na głowę, przerażony i wściekły Kazik popchnął go przed siebie 🎵. Działał bez zastanowienia, byle tylko odgonić od siebie ten potworny hałas.

Zaskoczony Pikuś potknął się o własne łapy i wpadł prosto na stół 🎵. Blat gwałtownie się zatrząsł, a wspaniała, wielka wieża z papierowych kubeczków zachwiała się niebezpiecznie 🎵 i w ułamku sekundy runęła na podłogę 🎵.