W wielkim zamku w Warszawie 🎵 mieszkał król Stanisław August Poniatowski, przez przyjaciół nazywany Królem Stasiem. Król często stawał w oknie swojego zamku, łapał się za głowę 🎵 i wzdychał 🎵:

– Ojej, ojej! Przez te ciągłe kłótnie nasz kraj niedługo całkiem się zepsuje 🎵!

Polska była wtedy bardzo dużym krajem, ale król miał z nią pewien niesamowicie kłopotliwy problem. Oprócz niego rządzili też bogaci panowie z długimi wąsami, nazywani szlachtą. Zamiast mądrze współpracować z królem, zachowywali się czasami jak najgłośniejsze maluchy w przedszkolu 🎵.

Kiedy król Staś zbierał ich w wielkiej, pięknej sali, żeby decydować o ważnych sprawach – na przykład: „Czy budujemy nowy most?” – zaczynał się chaos 🎵. Wąsaci panowie kłócili się o największe bzdury. Jeden krzyczał: „Ja chcę siedzieć na tamtym krześle, bo jest bardziej miękkie 🎵!”, a drugi: „Mój powóz przyjechał tu pierwszy, więc to ja mówię pierwszy 🎵!”.

Co gorsza, mieli bardzo niemądrą zasadę. Jeśli wszyscy zgadzali się z królem, żeby zbudować most, ale chociaż jeden z wąsatych panów miał zły humor, mógł po prostu tupnąć nogą, nadąć policzki jak żaba 🎵 i krzyknąć na całe gardło: „Veto! Nie pozwalam 🎵!”. I bum! Koniec! Całe zebranie było nieważne 🎵. Wszyscy musieli wracać do domów, mostu nie budowano, skarbonka państwa świeciła pustkami 🎵, a król był coraz bardziej smutny.