Cześć! Mam na imię Feliks i jestem lisem. Mieszkam w Sosnowym Zakątku, w przytulnej norze pod korzeniami starego dębu. Mam piękny, puszysty, rudy ogon, z którego jestem BARDZO dumny. Często go czesałam i mówię wszystkim: “Patrzcie, jaki mam wspaniały ogon!”

Ale dzisiaj… dzisiaj mój ogon i ja mieliśmy NAJGORSZY dzień w życiu 🎵!

Rano obudziłem się w super nastroju.

— Kolejny wspaniały dzień wspaniałego lisa! — powiedziałem do lustra (tak, mam lustro w norze, bo lubię sprawdzać, czy mój ogon wygląda idealnie).

Popatrzyłem na swój ogon. Puszysty? TAK! Rudy? TAK! Idealny? OCZYWIŚCIE!

— Dzisiaj — powiedziałem uroczyście — zrobię coś niesamowitego! Coś, o czym wszyscy będą mówić! Pokażę wszystkim w Sosnowym Zakątku, jaki jestem zwinny!

Wybiegłem z nory i pobiegłem na Pogodną Polanę. Tam bawiły się wszystkie zwierzaki: miś Borys, wiewiórka Fiona, jeż Henio, zając Zosia i kilka wiewiórek, które przyszły z odwiedzinami.

— UWAGA, UWAGA! — zawołałem głośno. — Oto ja, wspaniały Feliks, pokażę wam teraz NAJLEPSZĄ sztuczkę na świecie 🎵!

— Ooo, Feliks przyszedł! — zawołała Fiona.

— Co pokażesz? — zapytał Borys.

— SALTO W POWIETRZU! — oznajmiłem dumnie. — Potem obrót! Potem jeszcze jedno salto! A na koniec wyląduję elegancko i się ukłonię!

Wszystkie zwierzaki zrobiły kółko wokół mnie.

— Wow! — powiedziały.

Poczułem się BARDZO ważny. Wyprostowałem ogon tak wysoko, jak tylko mogłem.

— Patrzcie i podziwiajcie! — krzyknąłem.

Rozpędziłem się… raz, dwa, trzy…

SKOK!

Wyskoczyłem w powietrze 🎵! Zrobiłem salto! Było WSPANIALE!

Ale potem…

Zobaczyłem, że lądować będę dokładnie… przy wielkiej… błotnistej… KAŁUŻY!

— O nie! — krzyknąłem w powietrzu.

Za późno!

PLASK!

Wpadłem prosto do kałuży 🎵!

Błoto poleciało wszędzie! NA MOJĄ GŁOWĘ! NA MOJE USZY! NA MÓJ PIĘKNY, PUSZYSTY OGON!

— AAAA! — wrzasnąłem.

A wtedy…

Wszyscy zaczęli się śmiać 🎵.

— HA HA HA! — śmiała się Fiona.

— HI HI HI! — chichotał Henio.

— HO HO HO! — rechotał Borys.

Siedziałem w kałuży cały brudny. Mój piękny ogon wyglądał jak stara szczotka do zamiatania. Z uszu kapało mi błoto. Na nosie miałem wielką kroplę czarnej mazi.

Poczułem coś bardzo dziwnego.

Najpierw zrobiło mi się gorąco. Bardzo gorąco. Jakby ktoś włączył piec w moim brzuchu.

Potem poczułem, że moja twarz płonie. (No, normalnie lisy mają rude futro, ale teraz byłem chyba czerwony JAK POMIDOR!)

Moje uszy opadły 🎵. Ogon schował się między nogi. Chciałem być mały-mały-mały, żeby nikt mnie nie widział.

— To… to… — wyjąkałem cicho.