Zaskoczona Sowa
O tej opowieści
Zabawna opowieść o sowie Zosi, która jest przekonana, że wie wszystko o lesie i prowadzi dokładną listę wszystkich rzeczy. Pewnego dnia przypadkowo odkrywa jaskinię, której nie ma na jej liście! To odkrycie wywraca jej świat do góry nogami i uczy ją, że nie wszystko da się zaplanować i spisać. Wraz z przyjaciółmi - misiem Borysem, wiewiórką Fioną, jeżem Heniem i zającem Zosią - odkrywa, że niespodzianki mogą być wspaniałe, a życie bez nich byłoby nudne. Historia uczy dzieci, że nie zawsze trzeba wszystko wiedzieć i kontrolować, a nieoczekiwane przygody często przynoszą najwięcej radości.
Cześć! Nazywam się Zosia i jestem sową 🎵. Mieszkam w Sosnowym Zakątku, w dziupli na najwyższej gałęzi Wielkiej Sosny. Stamtąd widzę cały las! Znam każde drzewo, każdy krzak i każdą ścieżkę.
Jak to robię? Mam LISTĘ! Tak, tak! Mam wielką listę wszystkiego, co jest w lesie. Jestem bardzo dumna z tej listy!
Ale dzisiaj… dzisiaj moja lista okazała się DO NICZEGO 🎵!
Dziś, jak zwykle, obudziłam się o zmierzchu. (My, sowy, śpimy w dzień, a bawimy się w nocy. Trochę jesteśmy na opak!)
Przeciągnęłam skrzydła, wyprostowałam piórka i wyjęłam moją listę.
— No dobrze! — powiedziałam — Dzisiaj policzę wszystkie sosny w lesie. Według mojej listy jest ich dokładnie sto czterdzieści siedem. A ja, Zosia, ZAWSZE mam rację!
Poleciałam dumnie nad lasem:
— Jedna sosna… dwie sosny… trzy sosny… CZTERY SOSNY! Huuu-huuu, jestem taka mądra!
Ale nagle…
— AŁAA! — pisnęłam.
Jakaś brzydka, nieuprzejma, okropna gałązka złapała mnie za skrzydło!
— Puść! Puść natychmiast! — krzyknęłam do gałązki. — Ja jestem ważną sową! Mam LISTĘ!
Ale gałązka nie słuchała (bo wiecie, gałązki nie mają uszu).
ŁUUUP! Spadłam jak kamień!
— AAAAAAA! — krzyczałam. — Tego nie było na mojej liście!
BAM! Wylądowałam prosto w wielkim krzaku paproci.
— Pfff! Ptfu! — wypluałam liść paproci. — Okropne! W piórach mam teraz bałagan!
Wstałam, otrząsnęłam się i… zamrugałam.
Za paprociami było coś ciemnego 🎵. Coś WIELKIEGO. Coś, czego NIE BYŁO NA MOJEJ LIŚCIE!
— CO?! — krzyknęłam tak głośno, że aż echo odbijało się od drzew: “Co?! Co?! Co?!”
Moje wielkie oczy zrobiły się jeszcze większe! Mój dziób otworzył się szeroko! Moje piórka stanęły dęba jak u jeża!
— JASKINIA?! — wrzasnęłam. — TUTAJ?! JAK TO MOŻLIWE?! TO OSZUSTWO! TO SKANDAL!
Wyciągnęłam szybko moją listę i zaczęłam czytać:
— Sosny: sto czterdzieści siedem. Krzaki malin: dwanaście. Kamienie: pięćset osiemnaście. Kałuże: siedem… ALE NIGDZIE NIE MA NAPISANE: JASKINIA!
Byłam tak zaskoczona, że aż usiadłam na kamieniu. Moje serce biło 🎵: BUM-BUM-BUM-BUM! Jak bęben!
— Niemożliwe! — powiedziałam do siebie. — Ja, Zosia, najmądrzejsza sowa w całym Sosnowym Zakątku, NIE WIEDZIAŁAM O JASKINI?!
To było, jak gdyby ktoś powiedział mi, że dwa plus dwa to pięć. Albo, że sosny rosną do góry nogami. Albo, że miś Borys nie lubi miodu!
KOMPLETNIE niemożliwe!
— Zaraz, zaraz… — zastanowiłam się. — Może ja śnię? Może to sen?
Uszczypnęłam się w skrzydło.