Cześć, jestem Henio. Jestem jeżem i mieszkam w przytulnej norce pod korzeniami starej sosny 🎵, niedaleko Pogodnej Polany. Chcę wam opowiedzieć o dniu, który był chyba najsmutniejszym w moim życiu 🎵.

Wszystko zaczęło się rano. Obudziłem się i od razu wiedziałem, że coś jest nie tak. Było jakoś… za cicho. Normalnie o tej porze słyszałem już, jak Bartek – mój najlepszy przyjaciel borsuk – tłucze się w swojej norze i szykuje do naszych wypraw.

Ale tego ranka panowała cisza.

Bo Bartek się wyprowadził 🎵. Jego rodzina przeniosła się na drugą stronę Sosnowego Zakątka, za Wzgórze Borówek. Nawet nie wiem dokładnie, gdzie to jest. Wiem tylko, że strasznie daleko.

Usiadłem przed norką i nie miałem ochoty na nic 🎵. Wszystko wydawało się jakieś szare, nawet mech. Moje ulubione poziomki, które rosną tuż obok, wyglądały jak zwykłe, nudne kropki w trawie.

– Heniu! Chodź na Pogodną Polanę! – zawołała z gałęzi wiewiórka Fiona. Ruda kita śmigała jej w tę i we wte. – Gramy w chowanego!

Ale ja tylko pokręciłem głową.

– Nie chce mi się – mruknąłem pod noskiem.

Fiona zeskoczyła niżej 🎵 i przyjrzała mi się uważnie.

– Ale ty uwielbiasz zabawę w chowanego! Zawsze chowasz się w tych samych liściach, a my zawsze cię znajdujemy i jest kupa śmiechu!

– No właśnie – westchnąłem ciężko. – Bartek zawsze udawał, że nie może mnie znaleźć. Sapał głośno i deptał obok, chociaż doskonale widział moje kolce. Żeby mi było miło.

Poczułem, że chcę się zwinąć w kłębek i nigdy, przenigdy nie rozwijać. Więc dokładnie to zrobiłem 🎵. Została ze mnie tylko kłująca kulka. Fiona gdzieś pobiegła 🎵, a ja zostałem sam ze swoim smutkiem.

Po jakimś czasie usłyszałem ciche kroki 🎵. To była sarna Rozalia. Ma wielkie, ciemne oczy i stąpa tak delikatnie, że nawet sucha gałązka nie trzaśnie. Usiadła obok mnie i nic nie mówiła. Po prostu była.

Nie wiem, ile tak siedzieliśmy. Ale w końcu wystawiłem nos 🎵.